Wampiryczny zawrót głowy

tk

Światło słoneczne jest dla wampirów zabójcze, czy tylko irytujące? Krzyż powoduje śmierć, a może tylko kryzys egzystencjalny? Co z czosnkiem i osinowymi kołkami? Odbiciem w lustrze? Ile filmów o wampirach, tyle też teorii i chociaż bardzo duża część z tych, które trafiły w ciągu ostatnich lat do kina pozostawia po seansie wyłącznie niesmak oraz chęć jak najszybszego wymazania ich z pamięci, to dzieło Jima Jarmuscha zdaje się nareszcie przełamywać złą passę.


Film „Tylko kochankowie przeżyją” nie traktuje wampirów jako wstępu do tandetnego romansu czy horroru. Opiera się na tradycyjnej wizji wampira, pijącego wyłącznie ludzką krew i śpiącego za dnia. Nie sypia on jednak w trumnie, może spokojnie pokonywać głęboką wodę, a przekroczenie progu bez zaproszenia traktuje jedynie jako zły omen. Jeśli liczycie na wyrzuty sumienia z powodu zabijania, zawiedziecie się. Chociaż czasy się zmieniły i krew pochodzi raczej z foliowej torby niż tętnicy szyjnej, to kiedy nie ma innego wyjścia, nie cofnie się też przed sięgnięciem do źródła. Jednocześnie zachowując dystans do otaczającego świata – wciąż często posługując się łaciną, używając staroświeckich zwrotów oraz otaczając starymi przedmiotami – bez problemu korzysta również z nowszej technologii. Wampiry Jarmuscha nie są z pewnością jedynie bezmyślnymi zabójcami, polującymi nocą na ludzi. Potrafią się powstrzymać na widok krwi, kierują określonymi zasadami i bardzo rzadko korzystają ze swojej siły. Stanowią idealny obraz kilkusetletnich istot, które widziały już wszystko i rzadko, co je dziwi. To czysta przyjemność, móc w końcu obejrzeć film, w którym postać wampira potraktowana została z należytym szacunkiem. W gruncie rzeczy wszyscy bohaterowie filmu Jarmuscha różnią się jednak trochę od siebie i zupełnie inaczej radzą z upływającym czasem. Eve i Adam stanowią idealny tego przykład. Ona nie ma najmniejszego problemu z dostosowaniem się do zmieniających czasów, wydaje się wręcz czerpać przyjemność z oglądania wciąż ewoluującego świata. Potrafi samym dotykiem określić wiek przedmiotów i na wszystko patrzy z szerszej perspektywy. On z kolei tkwi w przeszłości, otaczając się starymi instrumentami muzycznymi i pamiątkami. Ma obsesję na punkcie tego, co ludzie zrobili ze środowiskiem i swoją krwią. To dla niego zombie. Chociaż jest muzykiem i naukowcem, z trudem akceptuje zmiany. Brakuje mu dystansu i spokoju, tak mocno widocznego w każdym ruchu i słowie Eve.

1

Chociaż ona mieszka w pełnym życia, zmysłowym Tangerze, a on w opustoszałym Detroit, odległość nie wydaje się być dla nich problemem. Trzeba przyznać, iż Tilda Swinton i Tom Hiddleston bardzo przekonująco zagrali małżeństwo z kilkusetletnim stażem. Bliskość oraz zmysłowość kryje się w każdym ich geście, jest subtelna i wiarygodna, podkreślona dodatkowo przez drobne rytuały, takie jak zdejmowanie sobie nawzajem rękawiczek, czy wspólny sen. Warto też zwrócić uwagę na rzadko zdarzający się w kinie układ wiekowy, panujący pomiędzy odtwórcami głównych ról. W czasach kiedy znanym męskim aktorom na ekranie partnerują coraz to młodsze aktorki, z przyjemnością ogląda się zjawiskową Tildę Swinton, trzymającą w garści serce trzydziestoparoletniego Toma Hiddlestona. Pasuje to zresztą do konwencji filmu, w którym to Eve kieruje się rozsądkiem i doświadczeniem, niejednokrotnie zresztą przywołując do porządku rozemocjonowanego Adama.

2

W porównaniu z tą dwójką, grana przez Mię Wasikowską Ava reprezentuje nieco inny, bardziej współczesny typ wampira, wyśmiewający wszystkie tradycje, jakim podporządkowują się Eve i Adam. Wprowadza chaos, ale też – o ironio – sprawia, że fabuła zaczyna posuwać się do przodu. Film ten bowiem, w nie do końca zamierzony sposób pokazuje, że dwójka cywilizowanych wampirów w kilkusetletnim związku, pozostawiona sama sobie, prowadzi bardzo monotonny i w gruncie rzeczy nudny tryb życia. Żadnych zakazanych romansów, żadnych emocjonujących morderstw. Najpierw przejażdżka samochodem, później obowiązkowe wspominki z dawnych czasów, a na koniec kieliszek krwi i sen… Gdybym miała wskazać jedną wadę tego filmu, to byłaby to zdecydowanie jego długość. Wydaje się, że reżyser chciał w jednym filmie zmieścić zbyt wiele nawiązań literackich i muzycznych. Chociaż poznawanie przeszłości bohaterów fascynuje, nie powinno stanowić tematu wszystkich ich rozmów.

3

Jednak pomimo kilku słabszych momentów film Jarmuscha naprawdę intryguje. Płynie powoli, wciągając widza za pomocą pięknych, mrocznych zdjęć i niesamowitej ścieżki dźwiękowej. To nie przypadek, że Adam mieszka w Detroit, miejscu tak ważnym dla amerykańskiej muzyki. Ścieżka dźwiękowa w tym filmie stanowi bowiem element równie ważny, co dialogi. Opierając się na kompozycjach Jozefa van Wissema oraz zespołu SQÜRL (którego członkiem jest Jarmusch), daje widzowi możliwość zanurzenia się w niesamowite połączenie lutni i gitary elektrycznej. Punktem kulminacyjnym filmu jest jednak bez wątpienia piosenka „Hal” w wykonaniu Yasmine Hamdan, pokazująca, że muzyka jest tym, co trzyma Adama przy życiu w równym stopniu, co miłość do Eve.

4

Nie mogę też nie wspomnieć o kostiumach, za które odpowiedzialna jest Bina Daigeler, współpracująca już wcześniej z Jarmuschem przy „The Limits of Control”. Z jeden strony wygląd wampirów w tym filmie to pewna poza, widoczna w rzucających się w oczy okularach przeciwsłonecznych i staroświeckich rękawiczkach, z drugiej jednak to również trafnie odzwierciedlenie charakteru poszczególnych bohaterów i ich stosunku do świata. Od zmęczonego życiem i oderwanego od rzeczywistości Adama, poprzez wtapiającą się w ulice Tangeru Eve, a kończąc na chcącej być zawsze w centrum uwagi Avie. Czy peleryna i gorset zostały właśnie zastąpione przez okulary przeciwsłoneczne? Nie mam nic przeciwko temu.
Wydawać by się mogło, że wampiry to motyw, który wykorzystano w ostatnich latach już tak wiele razy, że nic z niego nie zostało. Wszystko to już było, wszystko to już znamy. Jim Jarmusch pokazał jednak, jak skutecznie można odciąć się od złej passy ciągnącej się za tym gatunkiem i w pewnym stopniu odrodzić go na nowo. Potraktował temat poważnie, wybrał z niego to, co najlepsze, jednocześnie dodając dużo od siebie. Efekt? Wampiry są wciąż żywe i mają się całkiem dobrze.

Anna Rożynek

Moja ocena:

4
5

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>