Vis pacem, para bellum

Czas Żelaza

Powiem szczerze, że przejadło mi się trochę klasycznie rozumiane High Fantasy, ze swoimi wykreowanymi na podobną modłę światami, a lochy i smoki traktuje już bardziej w koncepcji żartu. Tym bardziej cieszy mnie, że autorzy sięgają po inne settingi w swojej twórczości wyznaczając przez to nowe kierunki w rozwoju fantastyki. Angus Watson, brytyjski debiutant, przenosi nas w czasy antycznego Rzymu i walk o Wielką Brytanię. Miłośnicy bardziej realistycznego podejścia do gatunku, zahaczającego o powieści historyczne, zdecydowanie powinni zapoznać się z “Czasem Żelaza”.

W swoje ręce dostajemy słusznych rozmiarów (niemal 800 stron) tomiszcze, które pozwoli przyjemnie spędzić długie, jesienno-zimowe wieczory. Biorąc pod uwagę, że wkrótce powinny ukazać się kolejne części cyklu – “Szczęk Żelaza” i “Rządy Żelaza”, Angus Watson zapewnił nam solidną porcję rozrywki. Akcja rozpoczyna się od starcia lokalnych watażków w I wieku p.n.e.  jednak na horyzoncie czai się już widmo potęgi rzymskiej armii. Zabrakło niestety mapy, która pomogłaby we właściwym zorientowaniu się w geografii – na początku odczuwałem pewne wrażenie zagubienia.

Amicus certus in re incerta cernitur

Głównymi bohaterami są Dug i Lowa – starzejący się wojownik oraz znakomita łuczniczka, których niesprzyjające okoliczności dobrały w nietypowy duet. Autor postawił na silne zarysowanie postaci, pokazanie ich moralnych postaw i motywacji w różnych sytuacjach. Śledzenie ich wzajemnych relacji oraz swoistej ewolucji było interesującym doświadczeniem. Z drugiej strony jednak nie udało mi się ich polubić – być może jest to kwestia tego, że jestem fanem bardziej spolaryzowanych, jednoznacznych bohaterów. Postaci drugoplanowe i poboczne wyjątkowo dobrze sprawdziły się w swoich kreacjach, dzięki czemu świat sprawia wrażenie barwnego i sprawnie funkcjonującego.

Bellum omnium contra omnes

Na zdecydowaną pochwałę zasługują: oddanie realiów oraz walki. Chociaż zdaję sobie sprawę, że książki tej nie można traktować jako relacji historycznej, pozwoliła mi inaczej spojrzeć zarówno na kwestie starożytnego Rzymu, jak i wyspy aniołów. Mieszkańcy, sytuacja polityczno-społeczna czy nawet aspekty ekonomii, prezentują sobą znacznie większy poziom złożoności niż mogłem wcześniej przypuszczać, urozmaicając tym samym lekturę. Bardzo przypadły mi do gustu również opisy większych bitew oraz pojedynczych strać i pojedynków. Widać w nich zamiłowanie do tematu oraz znajomość uzbrojenia i taktyki, dzięki czemu przedstawiane walki są ciekawe, dynamiczne, a przy tym realistyczne.

Verba et voces praetereaque nihil

Zawiedzione natomiast mogą być osoby, które oczekiwały rasowej fantastyki. Muszę przyznać, że choć z całą pewnością nie spodziewałem się przerzucania zaklęciami o kontynentalnym zasięgu, to odrobina magii druidów niezbyt mnie do siebie przekonała. Liczyłem na coś bardziej wyrazistego i mrocznego (sądzę, że elementy dark fantasy sprawdziłyby się w tym przypadku wyśmienicie), ale dla innych taka proporcja fantastyki i realizmu może być właśnie tym, czego poszukiwali. Stosunkowo długo musiałem przyzwyczajać się do zastosowanego w książce języka. Nie wiem czy to kwestia polskiego tłumaczenia, ale sposób wypowiadania się części bohaterów i niektóre opisy są jednocześnie wulgarne i dosyć prostackie. Być może taki był właśnie zamysł, ale neutralny język byłby znacznie bardziej strawny na dłuższą metę. No i co komu wadzi ten nieszczęsny borsuk i jego jaja? xP

Finis coronat opus

Czasem się tak składa, że spory wpływ na odbiór rozmaitych motywów mają okoliczności, niekoniecznie związane z nimi samymi. W tym przypadku “Czas Żelaza” trafił do mnie w czasie lektury znakomitej “Krwawej Kampanii”, autorstwa Briana McClellana (recenzja już w przyszłym tygodniu), a na półkach nowi Kołodziejczak i Inkwizytor od Piekary. Ostatnio również nie brakowało naprawdę udanych premier, więc w tej sytuacji trudno mi polecić Wam właśnie tę pozycję. Powieść prezentuje solidne rzemiosło literackie pozwalające przyjemnie spędzić czas, ale sporo niestety brakuje jej do najlepszej fantastyki. Prawdopodobnie powrócę do cyklu, gdy ukażą się wszystkie części i spojrzę na twórczość Watsona z szerszej perspektywy. Jeżeli jednak interesuje Was to, co mogło wydarzyć się w czasie brytyjskiej epoki żelaza, nie wahajcie się sięgnąć po “Czas Żelaza” już teraz.   

Grzegorz Świerniak

Moja ocena:

3,5

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>