Świątynia Zagłady

upadła świątynia

Zwykłem mawiać, że w Polsce dobrze robi się trzy rzeczy: fantastykę, wódkę i doom metal. O ile o jakości rodzimej wody ognistej przekonywać Was nie muszę, a z muzyką musicie uwierzyć mi na słowo, wysoki poziom krajowej twórczości potwierdzają sami autorzy, kreując i rozwijając popularne cykle. Bardzo dobrym przykładem właściwego rozszerzenia fantastycznego uniwersum jest „Upadła Świątynia” Dominiki Węcławek, która ponownie zaprasza nas w niebezpieczne tunele postapokaliptycznego, warszawskiego metra.

Akcja „Upadłej Świątyni” koncertuje się wokół Konstantego– „Kostji” przybierając formę dwóch niezależnych wątków. Pierwszy z nich to okres tuż po Zagładzie opisywany z perspektywy jego matki – Zofii. Większość czasu spędzimy jednak w towarzystwie już zaawansowanego wiekiem siwowłosego samotnika, na którego wyrósł mały chłopiec z wielkim karabinem. W czasach „współczesnych” tj. ponad 20 lat po apokalipsie, która zmusiła niedobitki ludzkości do zejścia do podziemi, przyjdzie mu podjąć kolejną, ryzykowną wyprawę. Kostja wraz z towarzyszami: Stachem i Konewą, znaną medyczką Lidką oraz gromadą innych, barwnych postaci z różnych części warszawskiej społeczności, rusza w kierunku Arki. Nowy punkt na mapie zdewastowanej stolicy zaburza delikatną równowagę wypracowaną przez lata wśród ocalałych mieszkańców i wymaga dokładniejszego zbadania. Oprócz głównej historii, autorka przygotowała również 2 samodzielne opowiadania, które naturalnie wzbogacają i uzupełniają rozwijany cykl.

Podobnie jak w poprzednich częściach i w tym przypadku znakomicie sprawdza się koncepcja przeplatania się różnych wątków czasowych. Ciekawie jest obserwować jak radzili sobie pierwsi osadnicy na zgliszczach metropolii. Dominika Węcławek wyraźnie zaznaczyła role kobiet w postaciach Zofii – matki Kostji oraz Lidki. Wizerunki silnej kobiety, która stopniowo popada w postapokaliptyczną depresję i targanej sprzecznymi emocjami „dobrej duszy tunelów” były bardzo interesującą odmianą w zdominowanym przez mężczyzn świecie. Autorka świetnie poradziła sobie w wyzwaniach związanych z dwutorowym prowadzeniu akcji i kreacją bohaterów. Zarówno trzon drużyny, przez dołączających stopniowo członków, jak i bohaterowie tła są oryginalni i przekonujący. Szczególnie przypadł mi do gustu posługujący się intensywną gwarą Hanys oraz brat Franciszek kryjący w sobie znacznie więcej niż można by przypuszczać.

Na spore uznanie zasługuje również sugestywne przedstawienie wizji zniszczonego świata. Opisy mrocznych zakamarków tuneli i spustoszonych budynków na powierzchni są bardzo plastyczne i chwilami można poczuć się jak wśród ruin. Ważną rolę pełnią również drobne nawiązania – smaczki takie jak odzywki  z „Gwiezdnych Wojen” czy żart o łotewskich chłopach są w pierwszym momencie zabawne, by po chwili przejść jednak w zadumę na temat ulotności znanej nam rzeczywistości. Niestety w paru momentach odczułem , że jest to pierwsza samodzielna książki autorki. Relacje z niektórych starć są dosyć chaotyczne i wymagają lektury w dużym skupieniu, chętnie poczytałbym również więcej na temat historii bohaterów czy miejsc. Ogólnie jednak Dominika dobrze poradziła sobie w roli przewodniczki po warszawskich tunelach i wszystko wskazuje na to, że przed nami więcej ciekawych wypraw w jej towarzystwie.

„Upadła Świątynia” to kolejna udana pozycja w polskim wydaniu słynnego uniwersum. Książka z pewnością spodoba się dotychczasowym wielbicielom cyklu, a zwłaszcza czytelniczkom, które nie miały wielu okazji do utożsamiania się z bohaterkami. Osoby, które nie miały styczności z tą twórczością powinny wybrać np. „Stację Nowy Świat”, która lepiej wprowadzi ich w ponurą rzeczywistość tuneli.

Grzegorz Świerniak

Moja ocena:

4

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>