Przepraszam, którędy do władzy?

1

Długo wahałem się, czy sięgnąć po tę książkę. Choć sam autor nie jest, delikatnie mówiąc, postacią z mojej bajki, bardzo chciałem zapoznać się z ludzkim wymiarem wydarzeń, dalekim od poprawności politycznej zionącej z paszczy medialnego smoka. Naiwność szybko sprowadziła mnie na ziemię.

5

Jest lipiec 2011 roku. Adrian Pracoń uczestniczy w obozie AUF-u, młodzieżówki Partii Pracy, zorganizowanym na małej norweskiej wyspie Utøya. W ciągu kilku dni poznaje nowych ludzi oraz bierze czynny udział w życiu całej społeczności. Trwają wystąpienia czołowych polityków, zaś przybyłych gości spaja poczucie wspólnoty i szczytnych celów. Nikt nie ma pojęcia, że za kilka dni rozegra się tutaj jedna z najbardziej krwawych i zarazem dramatycznych kart w historii kraju. Gdzieś niedaleko Anders Behring Breivik przygotowuje się do brutalnego zamachu terrorystycznego, o którym europejskie społeczeństwo nieprędko zapomni.

Jeszcze przed wydaniem książki autor stał się postacią kontrowersyjną. Pierwsze wydanie w Norwegii zostało wstrzymane ze względu na protesty rodzin zamordowanych osób związane z wykorzystaniem cytatów ich zmarłych bliskich. Pracoń natomiast bez szczególnych zahamowań opowiadał publicznie o swoich problemach psychicznych po lipcowych wydarzeniach. W ten sposób próbował usprawiedliwić pisarskie ambicje. Twierdził wręcz, że przelewanie losów przyjaciół na papier pomaga mu przetrwać trudne chwile i stanowi niezastąpioną formę terapii. Na facebook’owym profilu umieszczał zdjęcia w eleganckim garniturze, oczywiście z egzemplarzem swojej twórczości w rękach. Dlaczego za wszelką cenę starał się doprowadzić do wydania „Masakry na wyspie Utøya”?

2

Sztandar wnieść!

Zgodzę się z tym, że wydarzenia z 22 lipca 2011 roku najlepiej jest skomentować chwilą ciszy, jeżeli nic mądrego nie przychodzi do głowy. Jednocześnie ubolewam nad tym, że we współczesnej rzeczywistości każda zbrodnia bez problemu może zostać upolityczniona przez ofiary lub ich rodziny. Epopeja smoleńska toczy się w Polsce od 4-ech lat, a jej koniec póki co nie chce nadejść. W przypadku zdarzeń na wyspie sam morderca kierował się poglądami, które zamieścił wcześniej w dość obszernym manifeście politycznym. O ile okrucieństwo i rozmach ataku raczej nie podlegają dyskusji, o tyle ignorancja mediów już jak najbardziej. Breivik przedstawiany był jako człowiek niespełna rozumu. Wszędzie podnoszono jedynie hasła antyislamskie, antyimigranckie oraz potępiające tak ubóstwiane przez prawie wszystkich multikulti. Tymczasem idee przez niego wyrażane nawiązują do faktów i fundamentów innych cywilizacji. Breivik ma także program pozytywny, w którym opowiada się za powrotem do chrześcijańskich korzeni Europy. Dlatego właśnie wraca do tematu templariuszy jako do znaków tożsamości kulturowej. Za przykład takich działań uważa m. in. Japonię, w której do dziś obrządki shintō nie odeszły w zapomnienie, dzięki czemu Japończycy stanowią spójny naród i w każdym trudnym momencie mogą się zjednoczyć.

Pominięcie tych wszystkich szczegółów nie jest niczym nadzwyczajnym w kontekście tego, o czym pisze Pracoń. W pierwszą rocznicę lipcowych wydarzeń działacze Partii Pracy zorganizowali obchody pod hasłem „odzyskania wyspy Utøya”. W blasku politycznych barw uderzano w emocjonalne tony uczestników. Odśpiewano także hymn, wzorowany na „Międzynarodówce”. Zastanawiam się, która solidarność jest trwalsza. Ta spod socjalistycznych sztandarów, czy też ta budowana na tradycji?

Prawicowiec z LGBT

Kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Adrian Pracoń długo zastanawiał się, dlaczego nieznany mu zamachowiec wycelował „tylko” w jego ramię. Podczas jednej z rozpraw Breivik odpowiedział: „Nie zabiłem go, bo wyglądał prawicowo”. Autor nie przyjął tego tłumaczenia do wiadomości. Być może wszystko, co znajduje się poza ramami jego „wspólnoty”, stało się złe i znienawidzone. Czarny humor oczywiście nie jest tu na miejscu, ale taki scenariusz zgotowali sobie bohaterowie całego medialnego spektaklu. Błyszczący w świetle reflektorów terrorysta oraz pozujący do zdjęć młodzieniec z jeszcze świeższym wydawnictwem. Często trudno jest dokonywać osądów na podstawie tego, co widzimy. Mimo mojej szczerej antypatii do obu panów, rozdział pt. „Atak” czytałem ze smutkiem i współczuciem dla tego młodszego. Emocje przychodziły same, bez barwnego słownictwa czy też zbędnego mitologizowania. Kto nie był w skórze ofiary, nigdy tego nie zrozumie, ale zawsze będzie się bał. Chyba, że jest politykiem. Wówczas o strachu zapomni.

Łukasz Czaczyk

2

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>