No rest for the Awesome

BABYMETAL

I rzekł ktoś mądry pewnego dnia „weźmy małe, japońskie dziewczynki i każmy im napierdalać dobry metal” i fani skośnego zła wiedzieli, że było to dobre. I rzekli producenci muzyczni „ok, ale mają być słodkie, tańczyć i jechać screamem, a do tego ogólnie wysoka jakość” i wszyscy wiedzieli, że to było dobre. Tak powstał BABYMETAL!

Ta zabawna wizja mimo pewnego surrealizmu może wcale tak bardzo nie odbiegać od tego, co faktycznie mogło mieć miejsce, gdy powstawał koncept mojego najnowszego odkrycia muzycznego. Dlaczego odkrycia? Oto bowiem biję się w pierś – nie znałem tego fantastycznie plugawego cudu, aż do maja obecnego roku mimo że na japońskich dziwactwach zjadłem już niejedne zęby. W pierwszej chwili (kiedy tylko pobieżnie zapoznałem się z tematem) nie byłem nawet szczególnie przekonany. Wszystko zmieniło się, gdy obejrzałem teledysk do kawałka Headbangya

Po pierwszym pozytywnym szoku mogłem tylko zapytać, polecającego mi zespół kumpla „czy ja właśnie zobaczyłem historię, w której nawiedzony kołnierz ortopedyczny opętuje uczennicę, zmusza ją do nawalania głową i zamienia w demoniczną metalówę?” i wiedziałem wtedy, że to było dobre.

początki

BABYMETAL na początku kariery

Densetsu no kurokami o karei ni midashi

Teraz zaś trochę na poważniej BABYMETAL powstał pierwotnie w 2010 roku i miał w typowo japoński sposób łączyć koncepcję metalu z komercją, charakterystyczną dla japońskich grup idolek. To, co pierwotnie brzmi, jak najgorszy sen fana dobrego metalu i dalekowschodniej kultury, szybko okazało się czymś więcej niż tylko interesującym, niszowym projektem. Oto powstała bowiem nowa jakość, która szturmem wbija się na światowe sceny podczas największych festiwali i koncertów. Żaden brodaty, wydziarany fan blast beatów nie ma nic przeciwko, ba – chcą więcej! Dziewczyn przyjemnie się słucha, jeszcze przyjemniej zaś je ogląda, a do tego dochodzi świeżość warstwy audio i nieposkromiona energia. Ach no i byłym zapomniał – grają naprawdę dobry metal!

koncert

“Raibu”

BABYMETAL wypuścił na przestrzeni kilku ostatnich lat parę singli, koncentrując się na występach i promocji. Ku mojej ogromnej uciesze, właśnie swoją europejską premierę miał pierwszy pełnowymiarowy album, dzięki któremu mam nadzieję przybliżyć Wam ten znakomity przykład nietypowej fuzji gatunków i subkultur muzycznych.

Kitsune janai, kitsune janai, Otome na Megitsune

Czym jest BABYMETAL od strony muzycznej? To chore połączenie elementów j-popu/rocka z całkiem solidną sieką. Główna wokalistka – SU – METAL (Suzuka Nakamoto) śpiewa w charakterystyczny dla japońskich idolek sposób i nie ma tu mowy o wykorzystaniu metalowych wokali, jak scream czy growl. YUIMETAL (Yui Mizuno) i MOAMETAL (Moa Kikuchi) wspierają ją głownie od strony tanecznej (okładka płyty twierdzi, że posługują się również screamem). Do tego dochodzą właściwi muzycy, grający na instrumentach oraz dodatkowi tancerze stylizowani na demony. Całość tworzy doskonały i kompleksowy show typowy dla japońskiego przemysłu rozrywkowego. Perfekcja!

full opcja

Sama płyta nie jest niczym szczególnym – to właściwie zbiór całej dotychczasowej twórczości zespołu, z którym fani mieli wcześniej wielokrotnie styczność. Nie oznacza to jednak, że jest w tym coś złego –właśnie tego wszyscy europejscy fani oczekiwali. Moi faworyci to kawałki, z którymi zetknąłem się na samym początku ; Megitsune, Headbangya, Uki Uki Midnight oraz oczywiście Gimme Chockolate. Nie oznacza to jednak, że pozostałe utwory na płycie są mierne – wręcz przeciwnie. Każdy jest świetny muzycznie i dopracowany od strony technicznej. Oczywistym dodatkiem to takiego wydawnictwa jest DVD z teledyskami, bez którego w przypadku BABYMETAL nie można się po prostu obyć.

GIVE ME CHOCOLATE

Dla większości osób tematyka tekstów pozostanie albo mocno ogólna, albo całkowicie niejasna. Do tej pory nie widziałem nawet konieczności przeczytania tłumaczeń, choć pewnie w przyszłości to zrobię. Teraz starczy mi, że wiem że teksty nie są zbyt poważne – i bardzo dobrze. Niepotrzebny patos czy buńczuczna pozerskość w słowach piosnek  tylko psułyby efekt. Posłuchajmy więc o czekoladzie – Because Fuck You That’s Why!

Jedyne czego mogę się tak naprawdę przeczepić to tragiczna jakość wydania – kartonowe pudełko i byle jaka grafika naprawdę nie zachęcają. Chętnie zapłaciłbym i 2 razy tyle za rzeczywiście dobrze wydany album.

album

Iine!

Komu polecam BABYMETAL? Tak naprawdę – nikomu z wyjątkiem najbardziej wtajemniczonych adeptów otaku, słuchających metalu. Nie sądzę, że dotrze do Was, jak znakomitą rozrywkę dostarcza słuchanie i oglądanie dziewczyn. Nie zmienia to jednak faktu, że to doskonała płyta, którą z dumą postawię na honorowym miejscu mojej kolekcji.

Grzegorz Świerniak

Moja ocena:

4,5

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>