Ciężkie jest życie czarownicy

sa

Przyszły wakacje, choć pogoda może jeszcze na to nie wskazywać. W związku z tym, nasi Czytelnicy zapewne szukają sposobów na to, by przyjemnie spędzić ten okres. Czuję się zatem w obowiązku, by podsunąć Wam – serialowe jak zawsze – zajęcie na te długie deszczowe dni. Po długiej przerwie polecam więc „Salem”.

Tak, tak, tytuł nie jest mylący, „Salem” to serial o czarownicach. I choć temat nie jest jakoś specjalnie odkrywczy, to trzeba oddać twórcom, że postarali się i z wyświechtanego schematu zrobili naprawdę dobrą opowieść, w której wiedźma to nie tylko bezwzględna i budząca strach kreatura, ale także postać jak najbardziej ludzka, targana dylematami i wieloma emocjami. Główną bohaterką jest Mary, dziewczyna, która w związku z wieloma przeciwnościami losu (rzekoma śmierć ukochanego chociażby) postanawia zostać czarownicą. By zyskać moc, poświęca swoje nienarodzone dziecko i staje się jedną z potężniejszych wiedźm z Essex, oczywiście w tajemnicy przed purytańskimi mieszkańcami miasteczka Salem. I w zasadzie gdyby scenarzyści poszli w tym kierunku, to mógłby z tego być całkiem przeciętny horror, który stanowiłby po prostu zapychacz na mojej serialowej liście. Twórcy jednak postanowili sytuację skomplikować, a John Alden, ukochany Mary, okazuje się całkiem żywy i po wielu latach tułaczki powraca do Salem. Niestety, tam już nic nie jest takie samo. I tu zaczyna się dopiero dziać.

1

Bo oprócz elementów horroru, w których Mary Sibley wraz ze swoim sabatem stara się sprowadzić zagładę na miasto i przyzwać Szatana, mamy też wątki bardziej ludzkie, bardziej dramatyczne. Mary targana emocjami znajduje się w potrzasku. Z jednej strony wciąż kocha Aldena, z drugiej zaś ma obowiązki jako wiedźma. John zaś stara się zrozumieć, czemu dziewczyna aż tak się zmieniła, a jednocześnie próbuje pomóc mieszkańcom miasteczka w walce z czarownicami. Dodajmy do tego dwóch łowców czarownic, którzy podejrzewają każdego o najgorsze oraz pradawną niemiecką wiedźmę, która chce zniszczyć Sibley i atmosfera naprawdę się zagęszcza.

2

I to właśnie ta atmosfera jest wielkim plusem „Salem”. Ciężka, mroczna i przepełniona smutkiem, robi na widzu naprawdę ogromne wrażenie, a elementy fantasy przemieszane z dramatem sprawiają, że historia wciąga od początku i nie chce puścić do końca, czyli na razie przez dwa sezony. Co prawda twórcy zdecydowali się na kilka, moim zdaniem, nielogicznych i niepotrzebnych zagrywek, zwłaszcza w drugim sezonie, jednak wybaczam im to, bo serial naprawdę daje radę.

Uwagę należy zwrócić też na świetne aktorstwo. Seth Gabel jako Cotton jest naprawdę dobry, idealnie oddaje zagubienie i desperację postaci. Tamzin Merchant jest słodka i niewinna jak dziecko, co pasuje do granej przez nią Anne Hale. W pierwszym sezonie zachwyciła mnie również Mary Sibley odtwarzana przez Janet Montgomery, bo każda emocja, każdy dylemat były widoczne na jej twarzy i w całej grze. Niestety, w drugim sezonie trochę przeszarżowała i przerysowała swoją postać, a szkoda. Grzechem byłoby nie wspomnieć również o Lucy Lawless, która pojawia się gościnnie w 2. sezonie, ale to już klasa sama w sobie, więc nie ma sensu się nad nią rozpływać.

3

„Salem” nie jest raczej serialem z gatunku lekkich i łatwych, ale jest jak najbardziej przyjemny. Mimo więc, że pozbawiony wakacyjnego ducha, polecam szczerze wszystkim, którzy chociaż w minimalnym stopniu interesują się tematyką albo zwyczajnie chcą obejrzeć coś dobrego. A jak nie jesteście jeszcze pewni czy warto, to niech czołówka rozwieje wszystkie Wasze wątpliwości:

Wojciech Pilarz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>