Monthly Archives: March 2013

Śmierc Richarda Griffithsa

Richard Griffiths

Przychodzi nam z żalem poinformować, że wczoraj (28.03) odszedł Richard Griffiths. Brytyjski aktor znany jest młodszym kinomaniakom głównie z roli Vernona Dursley’a z cyklu o Harrym Potterze. Starsi widzowie mogą go pamiętać z ról w Jeźdźcu bez głowy, Nagiej Broni 2 i ½ oraz w Legendzie Tarzana. Richard zmarł z powodu komplikacji podczas operacji serca w wieku 65 lat.

Srogo z piąchy

Sucker Punch

Istnieją filmy dobre, wysoko oceniane dzieła, które zdobyły uznanie krytyków i recenzentów. Nie znoszę tego typu produkcji. Większość filmów to jednak pozbawiony polotu, masowo produkowany chłam, który nie przedstawia żadnej wartości artystycznej ani rozrywkowej. Są wreszcie filmy zajebiste. Przekroczywszy granice bycia po prostu dobrymi, czy kiepskimi, wciskają widza w fotel i nie pozwalają o sobie nigdy zapomnieć. Sucker Punch jest zajebisty.

  Continue reading

Owca w wielkim mieście

Czarna Owca

Synonim wstydu i hańby, oraz osoby, która nie jest mile widziana w danym towarzystwie? Nic bardziej mylnego! Klub Czarna Owca, bo o nim tu mowa, nijak nie odpowiada negatywnym konotacjom, związanym ze znaczeniem przenośnym wyrażenia „czarna owca”. Wręcz przeciwnie. Mieszkańcom Poznania i okolic kojarzy on się z udaną imprezą. Jest jednoznaczny z miłą zabawą w gronie znajomych, w przytulnym i kulturalnym lokalu.

Continue reading

Hip-hopowcy – rock’n'rollowcy

Wilk

Jeśli ktoś spytałby mnie, kto w Polsce przywróci ducha rock’n'rolla z pewnością nie powiedziałbym, że będą to hip-hopowcy. Bracia Waglewscy – Fisz i Emade, wspomagani przez gitarzystę Michała Sobolewskiego już raz zawojowali polską sceną muzyczną projektem Kim Nowak. Po dwóch latach od wydania pierwszej płyty, garażowy zespół powraca, dostarczając Polakom porządnej dawki muzyki z lat 60-tych.

Continue reading

2nd Law. Megalomania trwa

2nd Law

„Muse można kochać lub nienawidzić, ale nie można być wobec nich obojętnym.” I widocznie coś w tym jest, bo i szósty album studyjny brytyjskiego tria dzieli słuchaczy. Wyczekiwany już od dawna krążek pojawił się z niewielkim poślizgiem 01.10.2012. Łączyło się to niejednokrotnie z obawą, jakie oblicze tym razem pokaże nam zespół.

Continue reading

Dramatyczne wybory

Intrygantki

Podobno między miłością a nienawiścią jest cienka granica. Po raz kolejny dowiódł tego Eric-Emmanuel Schmitt w swojej najnowszej książce pt. Intrygantki. Są to cztery, niezależne od siebie dramaty. Zbiór otwiera Noc w Valognes , dalej w kolejności są: Gość i Knebel, stawkę zamyka Szatańska filozofia.

Continue reading

Niemożliwe, a jednak…

Niemożliwe

Często słysząc o różnych ekstremalnych sytuacjach, wydaje nam się, że nie bylibyśmy w stanie sobie poradzić, czy przetrwać. Dopiero kiedy stajemy ze śmiercią twarzą w twarz, zdajemy sobie sprawę, jak silni potrafimy być, z jaką wytrwałością potrafimy walczyć o swoje życie. Przede wszystkim jednak, w obliczu zagrożenia, sami o sobie dowiadujemy się czegoś bardzo ważnego – jak bardzo kochamy swoich bliskich i jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić, jak dużo zaryzykować, by ich uratować.

Continue reading

Bo z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach

Szopka

„Zdjęcie rodzinne, wszyscy do siebie przytuleni i jakby zasłuchani, kwiaty, i gdy się tak patrzyło dłużej, z rosnącym zaciekawienio-zaniepokojeniem, jak się ogląda Lśnienie, nie można oglądać i nie można przestać, jak się zwalnia kroku, przechodząc obok ofiary wypadku, ohyda – krew – zobaczyć, jak na sygnał zbliżającej się karetki pogotowia wszyscy pasażerowie skręcają szyje w kierunku okna tramwaju, jak nagle zogniskowana świadomość, że to portret trumienny, memento mori, chociaż nie wiesz, co to znaczy, cny młodziku migdaliku, ciocia Marysia umarła, wujek Felek umarł, wujek Bronek umarł, Basia ze szkoły też, i takich zdjęć dziesięć, piętnaście, całe pudełko trupów”.

W swojej debiutanckiej książce, nominowanej do tegorocznych, jubileuszowych Paszportów Polityki, Zośka Papużanka stworzyła niezwykle sugestywny obraz dysfunkcyjnej krakowskiej rodziny.

Utwór Papużanki, który celowo określiłem mianem „książki”, a nie „powieści” to zbiór nieuporządkowanych, lekko chaotycznych fragmentów narracyjnych, imitujących zakamarki wspomnień bohaterów. W ten, chwilami irytujący,  sposób autorka zilustrowała mechanizm działania ludzkiej pamięci. Człowiek bardzo często pamięta rzeczy z oddali, jak przez mgłę. Kojarzy sytuacje, przypomina sobie dialogi, ale nie jest w stanie do końca stwierdzić kiedy i przez kogo zostały wypowiedziane.

Centralnym punktem utworu są losy średnio udanego małżeństwo krakowskiej wdowy z małym synkiem Maciusiem  i chłopa z Pomorza („Nie można było znaleźć powodu dla tego małżeństwa. Żadnego. Racjonalnego ani irracjonalnego. Żadne uczucie, na pewno. (…) Ani się lubili, ani do siebie pasowali”), którym rodzi się córeczka – Wanda.

W tym małżeństwie nie ma przemocy fizycznej. Nikt nikogo nie bije, nie przesadza z alkoholem, nikt nie rzuca się sobie do gardeł. Żona posługuje się jednak przemocą psychiczną, swoistym terrorem emocjonalnym, którego efektów nie widać gołym okiem. Bezustannie krzyczy, zrzędzi, jak gdyby nie znała innego środka komunikacji, deprymuje ojca w oczach dzieci, przez co ten, możliwie jak najdłużej przesiaduje w pracy po godzinach. Wszyscy noszą w sobie głęboki uraz, który wyraźnie odbija się na ich późniejszych losach.

Z biegiem lat przyrodnie rodzeństwo dorasta, angażuje się w mniej lub bardziej nieudane związki, rodzą im się dzieci. Maciek ze zdolnego piątkowego studenta, zamienia się w bezrobotnego kloszarda w średnim wieku, zamieszkującego ogrodową altanę i wyłudzającego pieniądze („na papę”, za każdym razem) od starych, schorowanych rodziców i młodszej siostry. Wanda tymczasem, latami żyjąca w przeświadczeniu o swojej odpowiedzialności za całe rodzinne zło, wyraźnie dusi się w nieszczęśliwym małżeństwie.

Papużanka stworzyła nietypową panoramę kilkupokoleniowej rodziny, rozciągniętą od lat czterdziestych XX wieku, na zaledwie dwustu stronach utworu. To smutna opowieść o ludziach przegranych, niezadowolonych ze swojego życia, ale zbyt słabych i tchórzliwych by coś w nich zmienić.

Zdawałoby się, że o chorych, dysfunkcyjnych rodzinach powiedziano już niemal wszystko, zarówno w kinie, jak i w literaturze. Papużanka jednak, to niezwykle zdolna narratorka, a język stanowi największy atut „Szopki”. Autorka płynnie przechodzi z pierwszej osoby do trzeciej, świetnie operuje ironią i czarnym humorem, włada, jak przystało na nauczycielkę języka ojczystego, nienaganną polszczyzną. Dzięki temu, choć chwilami czytelnik może pogubić się w zmiennej narracji, nie odbiera to ogromnej przyjemności z lektury.

Więcej w numerze dostępnym tutaj

Recenzja autorstwa Marcina Kończala.